niedziela, 12 kwietnia 2015

#21 Pociecha

"Chyba musimy o czymś porozmawiać Mariusz..."



Może ktoś mi dziś pomorze,
Może się jak łań rozłożę,
Może będą z tego młode,
Budowniczy da mi wodę.

Bardzo chciała bym posiąść dziecko. Przytulić sobie własną latorośl, nakarmić młode mą piersią i oprzątać po nim gdy mu się zdarzy. Tak chciała bym żeby to marzenie się spełniło. Duchowne przeżycie macierzyństwa wychowując potomstwo jak budowniczy przykazali. Ten wspaniały moment gdy podopieczny się uśmiechnie, ten zabawny moment gdy malutki zabączy swoją tycią pupunią, ten wzruszający moment gdy dziecina powie mama, ten pełen przejęcia i zatroskania moment kiedy ta niewinna istotka zapłacze, ten wspaniały moment gdy nakarmisz pociechę i zobaczysz jak robi się syty, ta chwila wytchnienia gdy rozbrykany łobuz w końcu zaśnie. Można by tak wymieniać w nieskończoność te wspaniałe benefity płynące z posiadania małego dziecka. To jest super. Jest jeszcze aspekt radości budowniczych, którzy uwielbiają patrzeć jak lud, który kiedyś stworzyli wspaniale się rozrasta i funkcjonuje w zdrowiu i szczęściu dzięki ich opiece nad rodzinami. Nie wiem tylko jak mam przekonać Maurycego. Ten szajbus znajdzie sobie każdy nawet bzdurny powód żeby zrobić jakąś bezsensowną awanturę. Aż strach się do niego odezwać. O jedno złe słowo będzie kłótnia na pół godziny. To jest kretyn. Najchętniej bym go zostawiła ale to nie po zbudowanej myśli. Nie chce działać jak źli ludzie. Ale no ja bardzo proszę no to się nie mieści w głowie. On nie potrafi zrozumieć takich podstawowych spraw jak posiadanie dzieci. Każdy normalny mieszkaniec fortecy rodzi się z poczuciem potrzeby powiększania populacji i zagwarantowania jej przetrwania poprzez tworzenie kolejnych pokoleń forteczan. Nie no wspaniale jest mieć dzieci. Hej ale co tak śmierdzi? Wąch, wąch wąch. Toć to coś się pali chyba. O matko nie, zostawiłam otwarte klapy od platy! O nie! O nie! Cała kuchnia się pali! Gdzie jest woda? Wody! Aha no tak w łazience! Wiadro potrzebuje i lecę tym śledziem. Szybko szybko! Dobra no to chlust! Ojj nadal się pali jeszcze! Znowu woda w wiadro i chlust! No nie no jeszcze raz, przecież ta kuchnia jest już do niczego! Chlust! Chlust! No wreszcie. No wszystko spalone, przecież Maurycy mnie zabije. Spalone marzenia o dziecku. Idę płakać!