"Jak się nie odważysz to zginiesz sam na łożu śmierci..."
Wreszcie nadszedł ten dzień. Musiałem to przemyśleć ale już wiem, że jestem na to gotowy. Nie ma się czego bać. Trzeba wdziać mundur i ruszyć by pozbyć się własnego, ograniczającego strachu. Kapral na pewno ma racje on nie może się mylić. Mojej decyzji dopełniło jednak wczorajsze spotkanie z Wojtkiem moim starym przyjacielem z czasów felernej podstawówki. Razem robiliśmy tam niezły bigos. Ja oczywiście już wtedy wiedziałem, że na pewno będę żołnierzem. Wojtek choć miał podobne zapędy cały czas się wahał. Ciapa tak się wahała, że jak przyszło do naboru stanąć to jeszcze nie wiedział i nadal nie wie i wciąż jeszcze mieszka z rodzicami w swoim małym dziecięcym pokoiku z pewnie najbardziej kolorową tapetą w całej fortecy. Takich kolorków już się nawet nie produkuje. Ma ją oczywiście dla tego, że nie może się zdecydować czy chce ją zmieniać, czy może lepiej sobie ją zostawić. Jego rodzice robią remont co trzy lata i cała reszta mieszkania jest już nie do poznania. A Wojtuś jak na prawdziwego hardcore'a przystało zdecydował się ostatnio na pomalowanie sufitu na biało. No oczywiście, że wcześniej też był biały ale chłopak nie wiedział czy chce zakrywać starą farbę. Jak ojciec malował o Wojtek płakał. Mama uspokajała go, że stara farba nadal tam będzie tylko, że dostanie takie ładne nowe ubranko. Wojtuś wymusił zatem zostawienie starej i brudnej farby w rogu żeby mogła oddychać no bo przecież nie można się przykrywać aż na głowę. Poznałem tą historię, gdyż właśnie o ten brudny niedomalowany róg pokusiło mnie zapytać. Niestety to nie była ostatnia rzecz, której Wojtuś nie miał odwagi się pozbyć. W zasadzie to jak by się rozejrzeć po pokoju to nie wyrzucił z niego kompletnie nic. Ale no dobra niech sobie trzyma stare zabawki, niech się nawet nimi bawi. Ja naprawdę rozumiem, że moszna się do czegoś przywiązać. Ale pech chciał, że zostałem u niego do zmroku. W pokoju zaczęło robić się coraz ciemniej, on nic z tym nie robił więc zaproponowałem, że zapalę światło. Bez zastanowienia w zasadzie wstałem i pstryknąłem pstryczkiem. Nic się nie stało. Zapytałem się go czemu światło mu nie działa. Na co odpowiedział w zasadzie z sensem chodź trochę dziwnie, że żarówki nie działają wiecznie. Po czym zrobił smutną minę. Wtedy do pokoju przyszła jego mama. To co mi opowiedziała już mnie nieco przeraziło. Otóż moi mili Wojtusiowi żaróweczka przepaliła się już jakieś 10 lat temu. I znów ta sama historia. Przepaliła się a przywiązany do tej jednej konkretnej Wojtuś nie chciał jej za żadne skarby wykręcić, wyrzucić i wymienić. Powiedział, że ona nie umarła tylko przeszła na emeryturę, bo żarówki nie umierają, i że jak by się ją wykręciło to lampa by za nią strasznie tęskniła i płakała by bo żarówka to jej adoptowane dziecko i nie moszna ich tak po prostu rozdzielić. I tu ponoć zaczął wykrzykiwać coś o strasznej brutalności ludzi wobec przedmiotów. Były jeszcze jakieś szczegóły w tej opowieści ale nie mogłem się skupić na słuchaniu bo gdy jego mama mi to opowiadała to przytulał poduszkę i coś do niej szeptał, no trochę mnie to rozpraszało. I nagle Wojtek zbił kubek. Zdążył krzyknąć "O nieeeee! To mój kubeeek!" I się rozpłakać. To był moment, w którym stwierdziłem, że czas się pożegnać bo Wojtek już tylko płakał i nie chciałem wiedzieć co będzie dalej. Płakał tak jak by zobaczył jak zabijają mu mamę. Nie mogłem na to patrzeć. Więc to spotkanie skłoniło mnie do tego, żeby się odważyć, ubrać mundur i wyjść na ulicę, na której zdawało mi się, że ze mnie szydzą i zdobyć trochę szacunku. Jestem pełny nadziei, że to się uda. Kapral nie może się mylić a ja nie chcę skończyć jak Wojtek. Chodź patrząc na niego to ja już jestem wygrany. Idę. Ku chwale fortecy!
