sobota, 2 maja 2015

#39 Mit

"Nigdy nie zapominaj o przeszłości bo nie warto..."




Dziś w w fortecy zajrzymy do literatury tworzonej przez tutejsze "zdolne" dzieci. Przedstawiona dziś powieść "Duchy i Wilkołaki - Koniec Świata" została napisana 5 lat temu przez wówczas 14 letniego chłopca. Nasi forteczni literaci poprawili w niej błędy ortograficzne co by się łatwiej czytało. Wszystko dla wygody czytelnika. Miłej lektury życzy burmistrz Fortecy.


Duchy i Wilkołaki - Koniec Świata

                   Pewnego dnia 10 osobowa grupka dzieci w wieku 12 lat wyjechała na obóz do lasu. Wyjechali o godzinie 12 w południe na miejscu byli o godzinie 13.40. W lesie znaleźli polane, na której rozbili swoje namioty. Następnie poszli na spacer. Na spacerze po lesie jeden z chłopców o imieniu Romek zobaczył w lesie jakieś dziwne czerwone oczy wystające zza drzew strasznie się wystraszył. Powiedział o tym pani jednak ona tylko się zaśmiała i to olała, krótko mówiąc miała to w dupie. Po godzinnym spacerze wrócili na obiad. To co zobaczyli było straszne. Po obozie chodziło stado wilkołaków, które przewracały wszystko co znajdowało się na ich drodze. W końcu zobaczyli również dzieci. W mgnieniu oka po całej grupie zostały tylko kości i wszelki ślad o nich zaginął. Ale czy na pewno?

Rozdział 2                   
                  Dwa lata później grupa młodzieży pojechała złożyć znicze i kwiaty na miejsce tragedii.  Krzyż postawiony na tamtym miejscu od czasu tragedii jest pełen zniczy i kwiatów. Grupa składając kwiaty zauważyła coś dziwnego. Były to duchy dzieci które zginęły w tym miejscu. Wisiały one w powietrzu i przerażonym wzrokiem patrzały na osoby składające kwiaty. Gdy ludzie zaczęli się rozchodzić duchy zaczęły nawoływać ich słowami “Wróccieeee tuuuu”. Mówiły to takim głosem, że ludzie jednocześnie bojąc się bardzo wrócili pod krzyż. Wtedy duchy opadły na ziemie i zaczęły biegać wokół zgromadzonych ludzi i krzyczeć “aaaaa”. Nagle duchy krzyknęły “terazzz”i zbiegło się stado dzikich wilkołaków, które zażarły zgromadzonych ludzi. Wszystkich oprócz kierowcy autobusu, który ich przywiózł. Jednak kierowca również nie wrócił do domu na miejscu tragedii popełnił samobójstwo, wyrwał sobie serce, które następnie duchy rzuciły na pożarcie wilkołakom.

Rozdział 3  
                   Miejsce tragedii na długie lata pozostało nie odwiedzane przez ludzi. Dopiero po piętnastu latach jeden człowiek o imieniu Andrzej odważył się pójść w tamte okolice i porozmawiać z duchami. Wtedy jednak nie było już tam tak samo. Nad okolicą latały ciemne chmury, które budziły przerażenie a duchy stały na ziemi wokół krzyża, na którym były już tylko spalone kwiaty i kości wilkołaków. Andrzej postanowił porozmawiać z duchami jednak te nie wypowiedziały ani słówka. Kołysały się tylko na boki i trzymały ręce w górze jakby mieli jakiś seans czy coś. Jednakże Andrzej przyglądał im się dalej. Po 20 minutach zwrócili na niego uwagę ale i tak tylko się na niego patrzyły przerażonymi oczami. Andrzej nie wiedział co to ma być, nie wyobrażał sobie, że kiedyś zobaczy coś takiego na własne oczy. Jeden z duchów przemówił, powiedział “zostawcie nas w spokoju m y nie potrzebujemy żadnych odwiedzin”. Andrzej przemilczał to. Nagle obejrzał się za siebie i zobaczył stado pędzących prosto na niego wilkołaków ale został na miejscu, wiedział, że jeśli chcą go atakować to i tak go dogonią. Wilkołaki dobiegły jednak nie atakowały Andrzeja. Podeszły do duchów przykucnęły, a duchy wsiadły ima na grzbiety a następnie ruszyły w stronę polany i zniknęły w lesie. Andrzej tez zwinął się z tego dziwnego miejsca.

Rozdział 4
    W drodze samochodem jadąc leśną drogą Andrzej widział wilkołaki biegnące w tą sama stronę co on, niestety jednak w stronę miasta. Po chwili Andrzej nie widział już ich pobiegły do przodu bo były szybsze. Andrzej dojechał do miasta, które wilkołaki zamieniły w jeden wielki koszmar. Całe życie wymarło. Jedynym żywym był Andrzej. Objechał dla pewności w celu poszukiwania jakiegokolwiek życia w mieście. Nie znalazł nic. Andrzej był załamany i czuł się temu winny.

Rozdział 5
   Od tragedii minęło 10 lat i nadal jedyną osobą, która o tym wiedziała był Andrzej, który postanowił to zmienić. Ruszył się ze starego cuchnącego nawiedzonego cmentarza na którym sypiał toż przy grobie swojej mamy. Pojechał do miasta oddalonego o 150 km, w którym znalazł życie. Tam powiedział o tym redakcji tamtejszej lokalnej gazety aby informacja ta trafiła do większej ilości ludzi. W jednym momencie dowiedziało się o tym całe miasto. Niektórym od razu wpadła do głowy myśl, żeby tam pojechać i tak tez zrobili. Już następnego dnia pojechali autobusem na miejsce tragedii. Gdy wysiedli duchy robiły dokładnie to samo jak w opowieściach Andrzeja i tak samo tez się stało. Kolejne miasta na ich drodze zostały zniszczone.

Rozdział 6
   W tedy Andrzej zrozumiał ze najlepiej zostawić tamto miejsce w spokoju i zacząć nowe życie w innym dalekim mieście, w którym istnieje życie. I tak zrobił. Pojechał daleko do Komparikowa i tam zaczął życie od nowa. Było mu tam bardzo dobrze, miał zonę, dzieci i dobrą prace. Jednak jego szczęście nie trwało długo bo zaledwie 8 lat. W tedy w nocy przyszły do niego tamte duchy. Zabiły mu rodzinę i cala resztę miasteczka też. Jednakże znów oszczędzili Andrzeja.

Rozdział 7
   Andrzej postanowił skończyć z tym raz na zawsze. Miał jednak nie mały problem. Gdyby wrócił tam na miejsce tragedii to duchy znowu by zaatakowały. A jeśli by się zabił to problemy by się skończyły. Ale czy na pewno? Kto to wie. Dlatego #Andrzej postanowił się z tym nie bawić i zabić w tym momencie nie wiedział jednak jak. Wymyślił jednak całkiem niezły sposób zmiażdżył sobie głowę na imadle.


Rozdział 8
              Faktycznie zabicie się Andrzeja rozwiązało problemy. Tylko czy na zawsze? Okazuje się, że nie.

Koniec części pierwszej

Cóż za wspaniałe opowiadanie. I odpowiadając na pytanie przelatujące teraz pewnie w twojej głowie. Tak jest druga część. Do zobaczenia wkrótce!