"Po drugiej stronie gdy czas już stanął ja tonę..."
- Wychodząc na przeciw pechowej farsie życia codziennego nie zrobiłem nic. Nie wiem działem gdzie mam znieść jajo Grażynko. Rozumiesz to Grażynko? No także tak było. No wiesz chodziłem tu i tam i tak sobie rozmyślałem, a może by tak iść tam i powiedzieć to albo iść gdzie indziej i powiedzieć co innego. Jednym słowem jeden wielki dylemat. Nie potrafię sobie radzić w takich sytuacjach Grażyna. I na kiego grzyba ty tu jeszcze dziś sprowadzasz gości, co? Myślisz, że mi to w czymś pomoże? Mam taki zapierdol, że nie wiem w co mam ręce włożyć. Mam tyle problemów, że już nie wiem jak je rozwiązać. Mam tyle rzeczy do zrobienia tak w ogóle, że już nie wiem i kurwa nie będę wiedział już nigdy, którą z nich będę miał zrobić pierwszą. Zapieprzam jak żydowski robotnik i rozmyślam jak meksykański maczo. I powiedz mi teraz tak szerze. Na chuj Ci dziś ta gościna!?
- Oj Januszku nie denerwuj się tak. Ja wszystko rozumiem ale Piermanny nie byli u nas tak dawno przecież.
- Nic nie rozumiesz Grażyna! Nawet nie wiesz jak ja nie lubię tych ludzi. Stary Piermann i te jego pierdoły to mogą człowieka do obłędu doprowadzić. Czy ty myślisz, że mi się to lekko znosi? Nie Grażyna! Ja tydzień potem dochodzę do siebie. Przytakuję temu cepowi na wszystkie farmazony jakie opowiada. Ni kupy ni dupy się to nie trzyma.
- No to nie zgadzaj się z nim i przeprowadźcie kulturalną dyskusję.
- Co ty opowiadasz kobito! Nie zgodzić się z nim? Kulturalną dyskusję? Zaczyna wymyślać argumenty będące tym samym jak nie jeszcze gorszym farmazonem. Jak się z nim nie zgodzisz to kontynuuje robienie tego gówna aż do czasy gdy wyobraźnia czy zwyczajna dawka umysłowo chorej wiedzy mu się skończy. Wtedy się unosi. Zaczyna pyskować, krzyczeć swoje rację. To kretyn! Grażyna sama se z nim gadaj, ja wychodzę!
- Janusz ty się nie denerwuj! Wiesz, że nie możesz bo się od razu pocisz.
- Jak mam się nie denerwować jak na siłę próbujesz mnie przekonać do rozmowy i spotkania z największym cepem jakiego znam!?
- Januszku proszę cię. To nie potrwa długo. Ja tak dawno nie widziałam się z Jadwigą i chcę z nią sobie porozmawiać.
- To czemu nie zaprosiłaś samej Jadzi tylko na siłę zmuszasz mnie do spotkania z tym błaznem?
- Janusz zrozum, że oni są małżeństwem i są to nasi znajomi więc przychodzą razem.
- Jak to nasi znajomi. Jadzia to twoja koleżanka i od kiedy cię znam zapraszasz ją tu z tym kretynem. Ja z nim się za znajomego nie uważam!
- Od Jadwigi wiem, że on cię bardzo lubi i bardzo się cieszy, że się zobaczycie.
- Pewnie pedał.
- Janusz uspokój się! Co ty opowiadasz. To mąż mojej koleżanki, przyjdzie tu z nią i masz być dla niego miły czy ci się to podoba czy nie!
- Grażyna to jakaś paranoja. Wiesz co?
- Co?
- Gówno 1-0!
- Janusz jak ty się zachowujesz. Robisz się strasznie wulgarny i nie mam przyjemności kontynuowania z tobą dalszej rozmowy.
- A ja nie mam przyjemności, żeby Ci ludzie, których uważasz za swoich znajomych tutaj przychodzili!
- Wiem, ale nie interesuje mnie to.
- A mnie nie interesuje to, że masz tego wielkiego pryszcza na nosie.
- Co to ma do rzeczy?
- Nie wiem ale zrób coś z tym bo jak mnie to zacznie interesować to nie chcesz wiedzieć Grażyna, nie chcesz wiedzieć.
- Zaraz ale jak to pryszcza?
- Pryszcza tak wielkiego, że cię obrzygam zaraz. Ohyda!
- Nie mogę się tak zobaczyć z Jadwigą. Pomyśli, że już o siebie nie dbam.
- No właśnie jak to by miało wyglądać.
- Nie może tak być. Zadzwonię, że jestem chora i przełożę spotkanie.
- Świetny pomysł. Ale trochę szkoda.
- No trudno. Muszę zobaczyć się w lustrze.
- Nie ma lustra sprzedałem.
- Jak to sprzedałeś?
- No normalnie no.
- To jak ja zobaczę pryszcza?
- No nie zobaczysz. Ale jest ohydny uwierz mi.
- Może lepiej nie widzieć, dzwonię do Jadwigi.
- Dobrze, skoro tak będzie lepiej.
- Na pewno. Dobrze, że mi powiedziałeś.
- Nie ma za co. Szkoda tylko tego spotkania.
- Przecież nie chciałeś.
- Ale mi się odwidziało trochę z tej nienawiści.
- Dziwne.
- Już nie drąż. Ciesz się, że cię uratowałem przed wielką klapą.
- Dziękuje ci bardzo Januszku.
- Spoko Grażynko.
Nie wierzę, że to łyknęła. Ważne, że nie przyjdą. Coś czuję, że lustra to ja długo nie przyniosę.

