wtorek, 14 lipca 2015

#63 Trupy

"Nie moja sprawa, leżą i gniją w czeluściach ciemności..."  



Ciemna i głucha noc gdzieś na obrzeżach fortecy. Maszeruję sam, nie ma nikogo wokół mnie. Ani jednego żywego ducha. Przygnębiająca cisza, przytłaczający mrok, wszechobecna pusta chcąca złożyć ofiarę dla mroku z przechodzącej niczego nie świadomej ofiary. Skłamał bym mówiąc, że nie odczuwam strachu. Nie jest tak. Człowiek w takiej sytuacji nie może czuć się pewnie. Niepokój jest pierwszym planem tej sytuacji. Każda obrona wydaje się nikła tym bardziej biorąc pod uwagę fakt iż bronić można się jedynie własną psychiką. W sytuacji gdy nie ma wokół ciebie żywego ducha to bowiem ona jest twoim największym wrogiem. Twoja wyobraźnia działa na twoją niekorzyść nie dając ci ani chwili odetchnienia od przerażenia. Próbujesz się uspokajać. W twojej racjonalnej części umysłu wiesz, że nikt się tędy zazwyczaj nie szlaja o tej porze i hałas zza drzewa to raczej spadająca gałąź a nie kroki psychopaty z nożem, widelcem i łyżką. Racjonalna część kurczy się jednak nie ubłaganie i jak najgorsza ofiara przegrywa ze strachem. Chcesz być spokojny ale to na nic. Kolejny cichy szmer a ty już widzisz jak idzie i najpierw wyciągając łyżkę powoli i z wielką pasją wyłupuje ci oczy, potem biorąc do ręki nóż zaczyna odkrajać twoje nogi i ręce a następnie wyciągając cerówkę i zwykłą nic krawiecką zaczyna doszywać je uprzednio zamieniając je miejscami zadając okropny ból szybkim tarciem szorstkiej nici o najgłębsze tkanki twojej skóry, w tym samym czasie gasząc już kolejnego papierosa na twoim brzuchu. Ból wyobraźni się jednak nie kończy, gdyś na koniec widzisz ostatnią broń czyli widelec. Czujesz jak powoli wydrapuje w twojej skórze wzory powoli zagłębiając się głębiej i głębiej zadając coraz gorsze cierpienie, które musisz znosić aż umrzesz i modlisz się by ktoś znalazł tu twoje zmasakrowane ciało. Po takiej dawce emocji chcesz się wycofać. Chcesz pobiec z tego miejsca tak szybko jak tylko możesz nie oglądając się za siebie by mimo czucia tego pieprzonego wyimaginowanego oddechu nie zobaczyć być może rzeczywistej mary goniącej cię bo przecież może zaburzyłeś jej wieczny spokój za co postanowiła się brutalnie zemścić bo przecież to jak najbardziej normalne, że jak kogoś obudzisz to giniesz i to tak brutalnie jak to tylko możliwe, prawda? Ale nie ja nie uciekam. Przeżyłem ten pierdolony strach za każdym razem. Straszne ale ja jestem tu codziennie. I nic mnie nie może od tego uwolnić. Jestem uzależniony od tego. Ja już się nawet nie boję. Tak kurwa wmawiam sobie. I co? Co może jestem nienormalny tak!? Nie oceniaj tak od razu. Czy ty myślisz, że to zabawa? Czy ty myślisz, że to jest to o czym mażę cały dzień zanim tu przyjdę? Nie, nie jest tak. Ja już nie chcę. Moja psychika jest już wypłukana. Jestem jak trup. Żywy trup. Ja tego nie chcę! Każdy kolejny wykopany dół to kolejny wykopany padół łez. Kopiesz doły, w których ludzie umieszczają tych, na których tam im zależało po to, by się do niego wypłakać. Patrzysz na to, czekasz aż zasypiesz ich bliskiego. Czujesz się winny temu całemu wydarzeniu. Widzisz ich spojrzenia, śledzące z największym żalem każdą łopatę ziemi, którą mordujesz im matkę, odcinasz im od niej wszelki kontakt na wieki. Jesteś jak najgorszy z najgorszych odszczepieńców społecznych. Wszyscy widzą w tobie kogoś pozbawionego wszelkich skrupułów. Powinienem się smażyć w piekle. Jestem pieprzonym brutalnym mordercą! Zabijcie mnie! Zabijcie mnie bo dłużej już tego nie wytrzymam. Będziecie mogli się zemścić za wszystkich przodków, których wam odebrałem. Zróbcie to. Nie będę zły. Wiem, że mi nie wierzycie. Ja z nimi rozmawiam. Nie mają do mnie żalu, niektórzy mi dziękują. Ale wy nie. To straszne ale przede mną nie ma już życia. Strach okrada mnie z pewności. Gniew odkrywa moje prawdziwe oblepione cmentarnym bólem oblicze, które zakrzywiło moje wewnętrzne odczucia. Jestem żywy ale nie istnieję w rzeczywistości. Więc dalej podążając ciemną alejką z moją wysłużoną łopatą nie mogąc już zrobić nic innego jak więzień własnego życia wykopię w strachu kolejny dół wyrzucając stare przegniłe trupy nowymi pachnącymi ofiarami potencjalnie uważanymi za moje własne. To nie jest życie to pułapka.